Oscar Pistorius – rzetelne domniemanie niewinności

Areszt wydobywczy
Areszt wydobywczy FOTOLIA
Winny morderstwa z premedytacją? Czy autor niezamierzonej śmierci, spowodowanej w wyniku splotu wielu niesprzyjających okoliczności? Są wśród nas tacy, którzy stykając się za pośrednictwem mediów ze sprawą Oscara Pistoriusa, wyrobili sobie już własny pogląd na temat jego winy lub jej braku. Sąd w Pretorii będzie jednak opierał się nie na przekonaniu lub przeświadczeniu, tylko i wyłącznie na literze prawa oraz na prawidłowo zgromadzonych dowodach w tej sprawie. Dzisiaj Oscar Pistorius jest niewinny i nim pozostanie, dopóki niezawisły sąd w sposób bezsporny orzeknie o jego winie.

Dziewięć wieków za Afryką
Nie jest moją rolą próba rozsądzenia czy Oscar Pistorius popełnił morderstwo z premedytacją czy też był sprawcą tragicznego zdarzenia w sposób niezmierzony. Ta kwestia należy do niezwisłego i niezależnego sądu. Decyzja o tym czy Pistorius odpowie za to tragiczne zdarzenie, podjęta będzie w sumieniach ludzi orzekających o jego winie lub jej braku. Nie próbując w żaden sposób też wchodzić w rolę adwokata tego sportowca stawiam sobie fundamentalne dla podmiotowych praw obywatelskich pytania: Czy ten kaleki lekkoatleta, który się legitymuje globalną popularnością, może liczyć na sprawiedliwy osąd? Czy ma na to szansę człowiek, którego osądziła już znacząca część światowej opinii publicznej? Czy wymiar sprawiedliwości w Republice Południowej Afryki jest wystarczająco przygotowany do przeprowadzenia sprawiedliwego procesu, w którym każda ze stron będzie miała te same prawa i możliwości procesowe?
Może się to wydać zaskakujące dla polskiego (patrz: europejskiego) czytelnika ale Oscar Pistorius, tak samo jak i stojąca jemu naprzeciw, rodzina jego nieżyjącej partnerki Reevy Steenkamp, mają szczęście w nieszczęściu, że proces ten odbędzie się w Afryce a nie w Polsce. Dlaczego? Między innymi dlatego, że system prawny RPA jest zbudowany na anglosaskim prawie Common Law, którego angielskie początki datowane są na druga połowę XII w. Natomiast tworzony doraźnie i bez spójnej wizji polski wymiar sprawiedliwości, dał w ostatnich latach wiele dowodów na to, że wymierzenie sprawiedliwości zaczyna się od wpakowania podsądnego do aresztu wydobywczego na nieraz długie miesiące lub nawet lata.



Oscar Pitorius pozostaje na wolności
Sam oskarżony nie zaprzecza, że brał aktywny udział w wydarzeniach, które doprowadziły do śmierci jego życiowej partnerki. Nie próbował uciekać z miejsca tragedii i powiadomił organy ścigania. Choć podawał sprzeczne zeznania, to nie wiemy w jakim stanie psychicznym się znajdował zaraz po tych zajściach i w jakim stanie psychicznym znajduje się dzisiaj. Stan ten, szczególnie w pierwszych godzinach i dniach po tragedii, mógł mieć decydujące znaczenie na poziom jego percepcji całej sytuacji a co za tym idzie i na informacje oraz zeznania składane organom ścigania. Czy te powyższe zdania mogą wskazywać, że próbuję bronić oskarżonego? Nie – i nie mam takiego zamiaru. Próbuję jedynie wskazywać na jedną z wielu możliwości obrony, które skład orzekający Sądu w Pretorii MUSI wziąć pod uwagę. Czy do tej pory brał? Wszystko wskazuje, że tak, bo w stosunku do Pistoriusa nie zastosowano prewencyjnego sposobu ograniczenia wolności w postaci aresztu. Sąd zastosował inne, dopuszczalne, ale mniej dotkliwe dla oskarżonego, warunki konieczne do pozostania na wolności, do czasu zakończenia procesu: wpłata 113 tys. dolarów kaucji (pierwotnie sędzia ustalił jej wysokość na jedynie 28 tys. dolarów), obowiązek stawiania się na policyjnym komisariacie dwa razy w tygodniu oraz ponadto: zakaz opuszczania Pretorii bez pozwolenia przydzielonego mu kuratora, oddanie wszystkich paszportów i posiadanej broni, zakaz spożywania alkoholu i narkotyków, niewracanie do swojej posiadłości a także unikanie kontaktu ze świadkami.
Były jednak powody aby sędzia Desmond Nair, który postanowił pozostawić na wolności oskarżonego Pistoriusa, zastosował areszt. Przede wszystkim oskarżony usłyszał od tego samego sędziego bardzo poważny zarzut morderstwa z premedytacją. W toku postępowania sam oskarżony zmieniał swoje zeznania, co mogłoby wskazywać na chęć mataczenia. Na te „nieścisłości” zwrócił uwagę sędzia Nair przy wydawaniu decyzji. Niektóre fakty które Pistorius przytaczał wcześniej okazywały się nieprawdziwe lub nie do końca były zgodne z zeznaniami świadków lub innymi ustaleniami toczącego się śledztwa. Dodatkowo ujawniono, że brat oskarżonego – Carl Pistorius jest także oskarżony o zabójstwo – spowodował śmierć kobiety.

Dlaczego go nie aresztowano?
Oczami wyobraźni widzę zdziwienie na twarzach polskich prokuratorów, którzy dowiedzieli się o niezastosowaniu aresztu wobec Oscara Pistoriusa. Domyślam się również treści ich komentarzy dotyczących braku skuteczności organów ścigania w RPA. Ciekaw jestem co na ten temat ma do powiedzenia prokurator Pietrzak, który mając tylko do dyspozycji zeznania świadka koronnego, pospolitego bandyty o pseudonimie „Gruby”, posiadając przy tym miarodajne ekspertyzy, które zaprzeczały enuncjacjom „Grubego”, to mimo to wtrącił do aresztu na 27 miesięcy całkowicie niewinnego Krzysztofa Stańko? Jak to możliwe, że sprawca śmierci swojej narzeczonej (co jest już niemal pewne), mieszkający i sądzony w Republice Południowej Afryki, może pozostać na wolności a całkowicie niewinny polski przedsiębiorca trafia za kraty tylko na podstawie zeznań jednego kryminalisty? Do dzisiaj ja nie wiem, podobnie jak i wiele osób, które poznały tą sprawę, jak było możliwe aresztowanie Krzysztofa Stańko!? Wiem natomiast na jakiej podstawie nie zastosowano aresztu Pistoriusowi.
Są kwestie, które można zarzucić systemowi prawnemu opartemu na Common Law. Ma jednak ten system jedną, fundamentalną i niezwykle konsekwentnie stosowaną zasadę – domniemania niewinności. Każdy oskarżony jest niewinny dopóki wina ta w sposób całkowicie jednoznacznie bezsporny nie zostanie mu udowodniona. Powyższy kanon wsparty jest innymi filarami postępowania karnego, wśród których na plan pierwszy wychodzi zasada równości stron procesowych. Można powiedzieć nawet więcej – od oskarżenia wymaga się nawet więcej niż od oskarżonego. Mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której oskarżyciel publiczny ma do swojej dyspozycji wszystkie środki, które daje mu aparat ścigania w danym państwie, finansowany z podatków ogółu społeczeństwa. Po drugiej stronie mamy tylko jednego obywatela, pod zarzutem dokonania czynu prawem zabronionego, czyli mamy pojedynek całe państwo kontra jednostka. Dlatego też ta jednostka musi mieć przynajmniej takie same prawa i nie może ponad miarę być skrępowana w podejmowaniu działań mających na celu udowodnienie swojej niewinności. Dodatkowo oskarżenie dźwiga na sobie obowiązek bezspornego udowodnienia winy, na podstawie legalnie zdobytych dowodów. Idąc dalej, w odróżnieniu od prawa stosowanego w Polsce, kolejnym z filarów Common Law jest zasada mówiąca o tym, że „owoce zatrutego drzewa są również zatrute” – i tu dochodzimy do sedna sprawy. Sędzia Desmond Nair zwrócił uwagę na błędy pracujących przy śledztwie policjantów, a zwłaszcza na wątpliwości w stosunku do prowadzącego śledztwo Hiltona Botha, który pierwszy pojawił się na miejscu tragedii. Otóż ten śledczy, jak się okazało dzięki informacji przedstawionej przez adwokata oskarżonego, sam jest oskarżony w sprawie usiłowania morderstwa - ma zarzuty o usiłowanie zabójstwa, kiedy w 2011 r. pod wpływem alkoholu otworzył ogień do pasażerów taksówki. W związku z dotyczącymi tego funkcjonariusza wątpliwościami szef policji wprowadził w jego miejsce detektywa Vineshkumara Moonoo. Sędzia zastosował tym samym ww. zasadę, „owoce zatrutego drzewa są również zatrute”, uznając przy tym, że tym zatrutym drzewem jest śledczy Botha. Ta, jak i też inne wątpliwości mają działać, i jak widać działają w rzeczywistości, na korzyść oskarżonego. Winnym zbrodni się bowiem nie jest nie tylko wtedy kiedy się jej nie popełniło, ale również wtedy kiedy ta wina nie została jednoznacznie i bez wątpliwości udowodniona, nawet mimo faktu jej popełnienia.

Prawo karne nie jest jedynym kodeksem wymierzającym sprawiedliwość
Niezwykle przejrzyście przedstawił to Profesor Wiktor Osiatyński (Najsztub pyta Wiktora Osiatyńskiego – Wprost 20, 16-22 maja 2011r.), który zauważa brak synergii w stosowaniu prawa karnego i cywilnego w Polsce. Wskazuje onna właściwy sposób stosowania tych kodeksów w prawie Common Law, posługując się przykładem sprawy O.J. Simsona, będącej w jego opinii „szczytem wspaniałości”, właściwej proporcji prawnej w stosowaniu obu kodeksów - karnego i cywilnego. Wskazał, że nie ma konfliktu pomiędzy uniewinnieniem oskarżonego w procesie karnym od zarzutów zabójstwa żony i kochanka, a wyrokiem nakazującym „ogromne odszkodowanie”, w procesie cywilnym. Istnieje tylko iluzoryczna i czysto teoretyczna sprzeczność między tymi dwoma wyrokami, a bierze się z niewłaściwego podejścia do istoty tych dwóch kodeksów. Profesor Osiatyński prezentuje pogląd, że „w przypadku procesu karnego państwo staje przeciwko człowiekowi. Państwo ma za sobą cały aparat przymusu, więc człowiek wobec państwa musi mieć dużo poważniejsze środki obrony, musi być chroniony. W związku z tym ława przysięgłych (na stałe wpisana w krajobraz sądownictwa w USA – przyp. MK) musi być jednomyślna, prokurator musi udowodnić zarzut ponad wszelką wątpliwość, a oskarżony może odmówić przesłuchania jako świadek, ponieważ jest w nierównej z państwem sytuacji. I przy tych warunkach brzegowych prokuratura, która schrzaniła śledztwo, nie przedstawiła wystarczających dowodów, żeby go skazać. I słusznie, bo nie powinno się skazywać człowieka na podstawie niewystarczających dowodów. Natomiast w procesie cywilnym dwoje ludzi staje naprzeciwko siebie, i państwo nie jest częścią tej procedury, tylko rozjemcą. I wobec tego zasady są takie: sprawy nie trzeba udowadniać ponad wszelką wątpliwość, tylko przekonać ławę przysięgłych lepiej niż przeciwnik, tu nie trzeba jednomyślności ławy, wystarczy większość. Również strony nie mogą odmówić składania zeznań jako świadek i wtedy adwokaci mogą ich przepytać”. A jak jest w Polsce? Jak w środku Europy respektowane są prawa obywatelskie, a w śród nich prawo do sprawiedliwego procesu?

Raper musi być winny, nawet jeśli nim nie jest
Sprawa wspomnianego wyżej Krzysztofa Stańki jest bulwersująca z wielu powodów, które już szczegółowo na łamach „Raptularza” zostały opisane. Opisana jest też sprawa naszego kolegi Andrzeja „Żuroma” Żuromskiego, ale nikt ze śledzących jego sprawę nie zakładał, że dotknie go niezwykła niesprawiedliwość ze strony wymiaru sprawiedliwości.
Po prawie 6 latach trwania procesów, dwóch wygranych apelacjach i cofnięciu sprawy drugi raz do ponownego rozpoznania, kielecki sąd, który już dwukrotnie musiał wypłacić odszkodowanie z tyt. przewlekłości postępowania sąd, który przez przeszło pół roku pozwala aby prokuratura bawiła się w kotka i myszkę ze świadkiem pomawiającym Andrzeja, który nie stawił się na żaden z terminów rozprawy. Ten oto sąd, który wskutek braku dowodów i opieszałości prokuratury powinien już dawno wydać wyrok uniewinniający, co robi? – ten sąd kieruje sprawę ponownie do prokuratury?! Prokuratura tym samy otrzymuje kolejne trzy miesiące, by poszukała świadka pomówienia o pseudonimie "Jezus", który uciekł ponad pół roku temu z Sądu i ślad po nim zaginął. Świadek ten podał fałszywy adres zamieszkania, zmyślił miejsce pracy i jest poszukiwany listem gończym, gdyż nie stawił się do więzienia, w którym ma do odsiedzenia 3,5 roku za ponad kilkanaście włamań. Sprawa zostaje ponownie oddana prokuraturze po prawie 6 latach od złożenia aktu oskarżenia?!

Układ Zamknięty
5 kwietnia do kin wchodzi film Układ Zamknięty w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. To film, o którym każdy spośród tysięcy poszkodowanych przez instytucje państwowe w naszym kraju, może powiedzieć: „ ten film opowiada również i moją historię”. Jednak losy krakowskich przedsiębiorców, a wśród nich zwłaszcza Pawła Reya, Lecha Jeziornego, Grzegorza Nici i Witolda Szybowskiego, były bezpośrednią inspiracją do nakręcenia tego filmu. Rzecz jasna losy filmowych bohaterów są w dużej mierze fikcją artystyczną ale istota sprawy, mechanizmy działania państwowych funkcjonariuszy czy też podstawowe fakty są dość wiernie odtworzone i ściśle nawiązują do prawdziwych historii tych przedsiębiorców. Zostali oni bowiem, jak w tysiącach podobnych przypadków, bezprawnie zrujnowani, bezpodstawnie oskarżeni, bezdusznie aresztowani … i ciągle czekają na wyroki w poszczególnych postępowaniach. Prokurator Kwaśniewski prowadzący postępowanie dalej uważa, że jest bez winy i mimo niekorzystnych dla prokuratury wydanych już wyroków, z konsekwencją lepszej sprawy uparcie podtrzymuje, że działał zasadnie, słusznie niszcząc ludzką godność i poczucie bezpieczeństwa rodzin przedsiębiorców. Ja nie mam wątpliwości, że Lech, Paweł, Grzegorz i Witek (On niestety już tego nie doczeka – jego zniszczony organizm tego nie wytrzymał, Witek w sierpniu ur. miał wylew krwi do mózgu i zmarł) w najbliższej przyszłości zostaną zrehabilitowani a racja będzie im przyznana bez żadnej wątpliwości. Zakładów Mięsnych jednak już nie ma, Polmozbyt został „wrogo przejęty” a dekada walki z murem niesprawiedliwości nie zostanie nigdy im zwrócona – oto gorzki rachunek za to, że się miało odwagę i determinację aby „sprawy wziąć w swoje ręce”.


Gdzie jest sprawiedliwość
Jak się ma sprawiedliwość „made in Poland” do tej „made in RPA” – to retoryczne pytanie pozostawiam dzisiaj bez odpowiedzi. Zresztą przykładów podobnych do historii Krzysztofa, Andrzeja. Lecha, Pawła, Grzegorza i Witka jest niestety wiele więcej, a katalog osób które w sposób całkowicie niezawiniony spędziły w areszcie lub więzieniu tygodnie, miesiące lub lata, jest znacznie większy: Zbygniew Góra z Lublina, Paweł Guz z Lubelszczyzny, Marek Kubala z Wałbrzycha czy Dorota Mrugała z Buska Zdroju, która z tytułu złej opieki medycznej zmarła w areszcie. Takich osób są niestety tysiące. Powtórzę zatem jeszcze raz pytanie, które postawił przed telewizyjnymi kamerami Zbyszek Góra – „ …gdzie zatem jest sprawiedliwość? … Nie ma jej?”
Członkowie założyciele Rychu Społecznego NIEPOKONANI 2012 podjęli się trudnego zadania – PRZYWRÓCIĆ SPRAWIEDLIWOŚĆ, to jedyne czego chcemy, oczekujemy i się od Państwa Polskiego domagamy!
Niniejszy artykuł znalazł się w pierwszym numerze miesięcznika RAPTULARZ 1(marzec)/2013 - pierwszego w Polsce pisma poszkodowanych przez instytucje państwowe - więcej o tym piśmie na www.raptularz.pl
Trwa ładowanie komentarzy...